Pałac w Gołkowicach

Gołkowice to malutka wieś w województwie opolskim, w powiecie kluczborskim, w gminie Byczyna. Pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą z XII wieku. Jednym z zabytków na jej terenie jest pałac z XVIII wieku. Obecnie w rękach prywatnych, remontowany. Ale co mnie najbardziej zainteresowało, to prowadzone w nim gospodarstwo agroturystyczne. Ponieważ, będąc w tamtym rejonie opolszczyzny, szukałem noclegu, więc skorzystałem z tej oferty.

Budowę pałacu rozpoczęto ok. 1750 roku. Właścicielami majątku była wtedy rodzina von Goetz Schwanenflies. W XIX wieku majątek kilkakrotnie zmieniał właścicieli. W roku 1902, częściowo zrujnowany pałac kupił Rudolf von Lieres. Ostatnimi przedwojennymi właścielami byli Konstantyn i Eleonora von Lieres. Na początku 1945 roku byli zmuszeni uciekać przed zbliżającym się frontem.

Budynek, na rzucie prostokąta, jest murowany z cegły, otynkowany, podpiwniczony. Posiada dwie kondygnacje oraz użytkowe poddasze. Prawdopodobnie został wzniesiony na miejscu wcześniejszego założenia. Potwierdzają to pozostałości murów znajdujących się w piwnicach, co potwierdzili obecni właściciele. Elewacja budynku nie jest bogata w detale architektoniczne. Okna są prostokątne, główne wejście, centralnie umieszczone, zamknięte jest ostrym łukiem w stylu neogotyckim.

Pod pałac podjechałem w pierwszych dniach września, w godzinach popołudniowych. Przed ogrodzeniem parkingu nie ma, trzeba wjechać przez bramę na teren posiadłości. Od razu podszedł do mnie syn właściciela majątku. Szybko dogadaliśmy się co do noclegu. Dostałem pokój dwuosobowy z łazienką, skromnie urządzony, ale czysty. W końcu w pałacu jest prowadzone gospodarstwo agroturystyczne, a nie hotel. Pokój znajdował się na poddaszu, na końcu korytarza. Jak się później okazało, byłem jedynym gościem.

Gospodarz okazał się chętny do rozmowy. Dużo opowiadał o historii pałacu, o tym w jakim stanie kupili posiadłość, co jeszcze planują zrobić. Pokazał też kilka pomieszczeń.

Drzwi wejściowe prowadzą do dużego holu. Jak opowiadał właściciel, kiedy kupili pałac, stojąc w holu można było podziwiać niebo. To mówi chyba wszystko o stanie budynku i o ogromie prac, jaki trzeba było włożyć, żeby doprowadzić obiekt do stanu używalności. Hol połączony jest z klatką schodową, która prowadzi na pierwsze piętro. Niestety, trwają tam nadal prace remontowe, więc sama klatka jak i pomieszczenia na pierwszym piętrze są niedostępne. Pierwotnie, reprezentacyjny salon, znajdował się właśnie na pierwszym piętrze. Niestety nie dane mi go było zobaczyć.

Sufity w części pomieszczeń na parterze ozdobione są sztukaterią. Na tym poziomie znajduje się, poza holem, kuchnia, biuro właścicieli, pewnie ich prywatne pokoje, a także sale, które można wynająć na różne uroczystości.

Jak wspomniałem wyżej, pokój, który wynająłem, znajdował się na poddaszu. Główna klatka schodowa prowadzi tylko na pierwsze piętro. Aby dostać się na poddasze, należy skorzystać z bocznej klatki schodowej. Nie wiem, czy w dawniejszych czasach, na poddaszu mieszkała służba i czy te boczne schody były dla niej przeznaczone. Nie wiem też, czy te schody i balustrady są oryginalne czy też wymienione w okresie powojennym. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że są oryginalne. Na pewno wymagają renowacji. Korytarz na poddaszu zdobią liczne poroża.

Kiedy zaniosłem bagaże do pokoju i obejrzałem wnętrza pałacu, przypatrzyłem się budowli z zewnątrz. W dawniejszych czasach, właściciele oraz ich goście podjeżdżali prawdopodobnie swoimi powozami, czy później samochodami, pod same drzwi wejściowe. Sugeruje to nadsypany podjazd. Oczywiście jest to tylko moje przypuszczenie. Na dzień dzisiejszy teren ten wymaga gruntownej odnowy.

Od strony ogrodu, czy też parku, przed wejściem został dobudowany niewielki ganek. Można na niego wyjść z jednej z sal, w której można urządzić uroczystości. W ogrodzie jest miejsce na grill i ognisko. Stoły oraz ławy znajdują się pod zadaszeniem typu namiotowego, a także na ganku i pod gołym niebem. Jednym słowem, można urządzać imprezy na świeżym powietrzu.

Obok pałacu, od strony ogrodu, znajduje się ogrodzenie, w którym właściciel trzyma kilka koni. Jak się przekonałem następnego ranka, konie te pasą się w ciągu dnia na okolicznych łąkach. Istnieje możliwość przejażdżek konnych oraz nauki jazdy. Kawałek dalej zauważyłem staw, w którym można łowić ryby.

Skierowałem swoje kroki w stronę parku. Właściciel powiedział mi, że znajduje się tam grobowiec rodziny von Lieres. Ale ponadto jest tam podobno jeszcze jeden grobowiec, w którym pochowany jest jeden z dawnych właścicieli wraz ze swoim koniem. Wspominała o nim kobieta, która w okresie międzywojennym pracowała w pałacu. Wskazała też jego dokładną lokalizację. Obecni właściciele swoją wiedzę na ten temat opierają tylko na opowieści owej kobiety. Prac badawczych żadnych nie prowadzili. Ale dowiedziałem się w którym miejscu mam szukać tego domniemanego grobowca. Ponadto, jakiś archeolog stwierdził, że w tamtym miejscu znajdowało się w dawnych czasach grodzisko. Ale też nie jest to potwierdzone żadnymi pracami wykopaliskowymi.

Ruszyłem więc na poszukiwanie miejsc, o których opowiadał gospodarz. Pierwszy na mojej trasie był ów nie potwierdzony grobowiec. Zgodnie ze wskazówkami doszedłem w miejsce, w którym miałem rozglądać się za niewielkim, usypanym pagórkiem. Dojrzałem go pośród drzew i ruszyłem w jego kierunku. Niewielki kopiec, porośnięty drzewami. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało by miał to być dawny grobowiec. Ale być może warto przeprowadzić jakieś badania, by tę hipotezę potwierdzić.

Drugim moim celem był grobowiec rodziny von Lieres. Do niego już łatwo trafić. Nie znajduje się przy samej ścieżce, ale można go bez problemu dostrzec między drzewami. Aby podejść bliżej trzeba zagłębić się w las. Ogrodzony jest płotkiem z kutego żelaza, porośnięty bluszczem. Stoi jedna kamienna płyta. Napisy nie są wyraźne, ale dostrzegłem imiona osób tam pochowanych.

Zatoczyłem koło parkowymi ścieżkami i wróciłem z powrotem pod pałac.

Jeśli planujecie wyjazd w północne rejony województwa opolskiego, to polecam nocleg w pałacu w Gołkowicach. Właściciele, przez blisko 30 lat, włożyli mnóstwo pracy i pieniędzy w renowację zabytku. Jak się dowiedziałem, nie korzystali z finansowania zewnętrznego, tylko z zysku jaki przynosiła prowadzona przez nich firma. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale widać, że zapału gospodarzom nie brakuje.

Nie tylko pałac warty jest odwiedzenia. Znajdujący się obok park zapewnia ciszę i spokój. Można skorzystać z konnych przejażdżek, łowić ryby. A może jakiś poszukiwacz tajemnic odkryje prawdę o domniemanym grobowcu dawnego właściciela. Ponadto ciekawe opowieści gospodarzy na temat pałacu oraz historii innych obiektów w okolicy, warte są wysłuchania. Możemy się chociażby dowiedzieć skąd wzięły się dziury na jednej z bocznych elewacji. Od razu zdradzę, że to pozostałości po kulach z czasów wojny.

Polecam wszystkim pałac w Gołkowicach.


Dodaj komentarz